wtorek, 12 marca 2013
Louis :)
Szłaś parkiem. Było piękne, letnie, słoneczne popołudnie. Wracasz z zakupów. Chodzisz alejkami ogrodu. Oglądasz zakochane pary. Lubisz ten widok. Nie masz chłopaka. Ciągle powtarzasz, że jest dobrze jak jest. W głębi duszy brakuje ci "takiej" miłości.
Postanowiłaś iść na rynek i nakarmić gołębie. Był niedaleko- 3 ulice stąd. Maiłaś wolny dzień, więc nigdzie ci się nie spieszyło. Spacerowałaś popijając swoje ulubione latte macchiatto i oglądając, co dzieje się dookoła ciebie.
Byłaś już prawie u celu. Widziałaś z daleka placyk, na który zmierzałaś. Podeszłaś do stoiska z ziarnem dla gołębi, który obsługiwał miły staruszek. Kupiłaś nieduży pojemnik ptasiego jedzenia i podeszłaś do małych głodomorków. Kucnęłaś wyciągając w ich stronę rękę z ziarnem. Od razu przyskoczyło do ciebie dużo ptaków. Zauważyłaś, że niedaleko ( jakieś 3-4 metry od ciebie) tą samą czynność, co ty wykonuje średniego wzrostu (nie mogłaś dokładnie stwierdzić czy był wysoki, czy niski, bo kucał) brunet. Mimo wszystko twoje karmienie i jego karmienie dużo się od siebie różniło. Ty tylko pozwalałaś gołębiom po prostu jeść ci z ręki, a on? Skakał za nimi, biegał, wykonywał wszelakie pozy, krzyczał na całe gardło „Kevin, Kevin, wróć do mnie! Jesteśmy przyjaciółmi…” i różne teksty tego typu. Jego zachowanie strasznie cię rozbawiło. Resztkami sił tłumiłaś śmiech. Widocznie karmienie, jat to nazwał, „Kevinów”, sprawia mu wielką atrakcje.
Nagle zobaczyłaś, że ptaki, które karmił brunet przyczłapały do ciebie, a on został sam. Na jego buźce pojawił się smutek, a potem złość.
-Ej, ty! Kevin jest mój!- powiedział z obrażoną miną.- Kevinie, idziemy do domu!- o dziwo gołąb (nie wiem do którego skierowany był ten rozkaz, było ich około 30) nie wykazał choćby najmniejszego zainteresowania chłopakiem. Patrzyłaś się to na bruneta, to na „Kevina”, i już nie wiedziałaś z czego masz się śmiać. Słuchałaś części dalszej monologu:
-Zabrałaś mi przyjaciela, nikczemna dziewczyno!- krzyknął z oburzeniem, a widząc twoją rozbawioną minę dodał –To nie jest śmieszne…- położył teatralnie rękę na sercu- To boli. Kevinie, a ty… Ty mnie zdradziłeś. Kevin… Kevin?! Słuchaj jak do ciebie mówię!- coraz bardziej podnosił ton. – KEVIN!!!- na ostatnie słowo, a właściwie krzyk wszystkie gołębie zerwały się i odleciały, a cała uwaga przechodniów skupiona była na was. Spuściłaś głowę i oblałaś się rumieńcem. Po chwili zaczęłaś się cicho śmiać. Próbowałaś tłumić śmiech, ale chyba ci się to nie udało, bo chłopak to zauważył i zrobił to samo. Śmialiście się do łez. Mimo dobrej zabawy postanowiliście zejść z pola widzenia.
-Jestem Louis.- powiedział brunet, gdy wasze śmiechy ucichły.
-[T.I.], miło mi.- powiedziałaś z przesadną powagą, co rozśmieszyło chłopaka ponownie.
-Więęc… [T.I.]? Może dasz się zaprosić na kawę i ciastko?- namawiał się Lou.
-Hmmmm… no nie wiem, nie wiem...-zastanawiałaś się. Gdy zobaczyłaś jego niepewną minę postanowiłaś go upewnić.- No dobrze. Więc prowadź.
Gadało wam się super. Louis co chwilę cię rozśmieszał. Mieliście podobne charaktery. Resztę dnia spędziliście razem. Nie mogliście się rozstać. Zanim się zorientowałaś było już po północy. Brunet odprowadził cię do domu. Na szczęście mieszkałaś daleko i mieliście więcej czasu dla siebie.
Ale wszystko się kiedyś kończy. Nadszedł ten moment. Ten niezręczny moment rozstania. Stanęłaś przed drzwiami tyłem do chłopaka zastanawiając się co powiedzieć. Zastanawiałaś się chwilę, aż w końcu miałaś przygotowaną całą przemowę. Chuchnęłaś na szczęście i szybko odwróciłaś się. Zanim zobaczyłaś Louisa poczułaś czyjeś usta na swoich. Spostrzegłaś, że jest to on. Uśmiechnęłaś się i oddałaś pocałunek. Nie wiedziałaś jak długo trwał, ale mógłby trwać dłużej. Był niesamowity. Odkleiliście się od siebie i spojrzeliście sobie w oczy.
-Jutro, o trzeciej, w tym samym miejscu. – powiedział wystarczająco przekonująco.
-Dobrze.- wydukałaś zaskoczona pocałunkiem i propozycją.
Na pożegnanie pocałowałaś go w policzek i rozstaliście się. Nie mogłaś w to uwierzyć. W końcu się zakochałaś! Mur, który był dla ciebie nie do zburzenia został zniszczony! Byłaś taka szczęśliwa. Nie mogłaś doczekać się kolejnego dnia. Z uśmiechem na ustach zasnęłaś.
*****
The End
I jak? Postanowiłam go jednak dodać. Mnie się tak sobie podoba, ale uważam, że nie najgorszy. Proszę o komentarze :) /Horanowa c:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ładnie :) tylko troche mi tło przeszkadza wczytaniu hehhe :p nie no fajnie, czekam na nexty :p
OdpowiedzUsuńhttp://szmaragdowytalizman.blogspot.com/